Jak odpowiada biblioteka, kiedy student prosi, szuka i kołacze? „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą.” Mat. 7;7-8
Język Ewangelii jest prosty i zrozumiały. Ewangelista Mateusz zawarł w dwóch zdaniach piękną myśl o dawaniu i braniu, akcji i reakcji, ale też o skutecznej komunikacji. Podobnie, rzecz się ma w przypadku biblioteki. Nie bez powodu zestawiłam obok siebie duchowość i bibliotekę. Ta druga jest właśnie – jak stwierdził Jan Paweł II – szczególną świątynią twórczego ducha ludzkiego, który odzwierciedla Boże Tchnienie. Ów konstruktywny duch aktywizuje społeczności, sprawia, że wznoszą one potężne biblioteczne gmachy, unowocześniają te, które tego wymagają, i wypełniają je po brzegi (jeśli są na to środki) owocami wielowiekowego, twórczego myślenia. Między myślą a wyobraźnią istnieje wąska granica, jednak to myśl ma kluczowe znaczenie w procesie poznawczym, podczas gdy ta druga jest tylko fantazją i odtworzeniem. Skoro myśl zdominowała proces poznawczy, to w istocie, ma rację Wisława Szymborska mówiąc, że „czytanie książek to najwspanialsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”, bo „myślenie zawsze zaczyna się od czytania”.
Przełom informatyczny, którego jesteśmy świadkami i w którym przyszło nam egzystować, jest czymś wspaniałym. Zmienił się sposób nabywania wiedzy, a samo uczenie stało się dzięki temu chyba łatwiejsze. Współczesny użytkownik biblioteki dysponuje niemalże wszystkim, co do nauki niezbędne. Jest jednak coś, czego w pełni nie posiada: odpowiedniego księgozbioru i informacji, gdzie on się może znajdować, wszystkich roczników czasopism i informacji o artykułach w danych czasopismach, zagranicznych baz danych on-line, do których, dzięki bibliotece, może mieć dostęp, ale często o tym nie wie oraz zestawień tematycznych. Biblioteka Główna jako organizacja nakierowana na rozwój i uczenie się, czyli „organizacja ucząca się”, ma obowiązek tworzyć informacje, które będą przeznaczone dla otoczenia.
Gromadzenie informacji na dany temat trwa nieraz bardzo długo i w tej materii czytelnikowi pomocny jest Oddział Informacji Naukowej. W owej wyprawie czytelnika po „złote runo” są zaangażowani różni bibliotekarze, bo droga bywa trudna i kręta. W przypadku nielicznych tylko studentów wygląda to jak bieg z przeszkodami, w którym chcą oni zdobyć książkę na ostatni moment, tuż przed zamknięciem biblioteki (lub, co gorsza, semestru). Rezultat jest łatwy do przewidzenia – szanse na otrzymanie książki są znikome.
Sprawuję pieczę nad pocztą elektroniczną Oddziału Informacji Naukowej oraz wspólnie z zespołem pełnię dyżury przy bibliotecznym komunikatorze GG. Czytelnicy często proszą o udzielenie informacji o zbiorach, podanie sygnatur, bibliografii, stron rozdziałów, których omyłkowo kserując, nie zapisali. Zdarzają się również prośby o sprawdzenie pozycji w katalogu tradycyjnym i pytania o zamawianie książek przez GG. Pomagamy im z przyjemnością. Jedynie ostatnia usługa nie została jeszcze wprowadzona, ale już tyle zostało zrobione w bibliotece, że raczej bliżej do tego, niż dalej.
Czytelnicy odwiedzający OIN wiecznie się spieszą i zbyt łatwo zniechęcają. Rzadko pytają lub proszą o pomoc. Chcą być samodzielni. I tu rodzi się dysonans, bo bibliotekarz chce być potrzebny, musi służyć – do tego został powołany. Na wszystko potrzeba czasu, szczególnie, gdy idzie o znalezienie odpowiedniej bibliografii. Jeśli książka nie figuruje w katalogu elektronicznym, to nie znaczy, że jej nie ma. Może się ona znajdować w katalogu kartkowym. Jeżeli tam jej nie będzie, można tej samej pozycji, która znajduje się w innej bibliotece, poszukać na miejscu, nie wychodząc z OIN.
Jako biblioteka jesteśmy zorientowani na czytelnika, dlatego tak ważna jest współpraca i jasne komunikaty między nim a instytucją, czasem odrobina cierpliwości. Będzie Wam, drodzy Czytelnicy, dane, tylko szukajcie, kołaczcie i proście, czyli komunikujcie nam o swoich potrzebach.
Tekst ukazał się w Przeglądzie Uniwersyteckim nr 10-12 2008, s. 59
Zjednoczone siły Biblioteki Kórnickiej PAN, Poznańskiej Federacji Bibliotek Naukowych oraz Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego wystąpiły ostatnio z interesującą propozycją. W dniach 24 i 25 listopada 2008 roku pod patronatem tych trzech instytucji zorganizowana została w Poznaniu pierwsza Konferencja „Polskie Biblioteki Cyfrowe”. Połączona z piątą edycją warsztatów „Biblioteki Cyfrowe” i spotkaniem użytkowników platformy dLibra stanowiła ciekawy element w pejzażu postępującej infrastruktury informatycznej nauki.
Żądni wiedzy i najnowszych osiągnięć na tym polu pracownicy instytucji naukowych od dyrektorów bibliotek i uczelni państwowych i prywatnych począwszy, poprzez kierowników działów, informatyków-nowatorów, a skończywszy na szeregowych bibliotekarzach (last but not least!) zjechali w liczbie ok. 100 osób z całej Polski i... nie zawiedli się. Świetnie zorganizowana Konferencja od strony technicznej to zaledwie tło poszczególnych sesji i spotkań kuluarowych. Uczestnicy zarówno Konferencji jak i warsztatów mogli dowiedzieć się o korzyściach płynących z organizacji i działalności bibliotek cyfrowych: to m.in. zdalny i ciągły dostęp do przechowywanych zasobów, szybkie wyszukiwanie i przeglądanie zasobów, przechowywanie i konserwacja informacji, łatwa archiwizacja informacji czy wreszcie komunikacja z innymi bibliotekami. A wszystko to dzięki oprogramowaniu dLibra, które zaprogramowane jest do przechowywania obiektów cyfrowych w dowolnych formatach treści, np. PDF, HTML, DjVu, obraz, dźwięk, video, sceny 3D, zaś metadane mogą być wprowadzane w różnych językach. Użytkownik może posiadać jedno konto do wszystkich bibliotek cyfrowych bez konieczności kolejnych rejestracji. To również zapewnia system dLibra w sieci Pionier.
Z referatów wygłoszonych w drugim dniu Konferencji przemawiała wiara i optymizm, ale i świadomość wielkiej pracy do wykonania. Obecnie w Polsce zainstalowanych bibliotek cyfrowych w sieci Pionier jest 27, w tym 13 regionalnych (np. Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa) i 14 instytucjonalnych (np. Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Wrocławskiego). Jesteśmy postrzegani jako pełnoprawny partner w Europie i mamy zapewnienie środków finansowych zarówno krajowych jak i europejskich. Nasi decydenci pojmują ważkość i rangę zjawiska, które to rozumienie nie zawsze przychodzi im łatwo... Docelowo zasoby polskich bibliotek cyfrowych widoczne będą w Europeanie - europejskiej bibliotece cyfrowej, dzięki czemu, np. student z Polski będzie miał możliwość zapoznania się z kolekcją Biblioteki Brytyjskiej bez konieczności odwiedzania Londynu. Tak więc proces cyfryzacji rozpoczęty w połowie XX wieku od sektora wojskowego rozprzestrzenia się pomału, ale konsekwentnie na wszystkie dziedziny życia i doprowadza do czegoś, co nazywa się mianem społeczeństwa informacyjnego.
Konferencja w Poznaniu była kolejnym bodźcem do wytyczenia sobie nowych zadań przez biblioteki krajowe i uświadomienia, że świat idzie na przód i polskie środowisko naukowe musi wyciągnąć z tego wnioski. A obok tradycyjnych metod pracy coraz częściej i śmielej powinno się rozmawiać o digitalizacji, repozytoriach, katalogach on-line, cyfryzacji i nowych rozwiązaniach technologicznych.
Pozostaje mieć nadzieję, że tworząca się w Szczecinie Zachodniopomorska Biblioteka Cyfrowa „Pomerania” szybko dokoptuje do Federacji Bibliotek Cyfrowych, bo przecież najważniejszym i niezmiennym celem każdej biblioteki jest archiwizacja i permanentne poszerzanie kręgu odbiorców.
"Bibliotekarz Zachodniopomorski" 2008 nr 3-4, s. 44-45.
Istnieje wiele sposobów porozumiewania się. Indiańskie sygnały dymne i ogniowe dziś chętnie jeszcze wykorzystywane w harcerskich podchodach czy zabawach podwórkowych raczej nie sprawdziłyby się w bibliotekarskich asocjacjach. Trudno też wyobrazić sobie czytelnika składającego zamówienie na książkę za pomocą gołębia pocztowego czy wreszcie bibliotekarza wyczekującego rewersu od herolda.
Obecnie najczęściej wykorzystywanym narzędziem komunikacji w bibliotekach i nie tylko jest telefon i Internet, a konkretnie poczta mailowa. Od ubiegłego roku Biblioteka Główna US poszerzyła te instrumenty łączności o komunikator internetowy GG. Gadu-Gadu, bo o nim mowa, w ogóle miał swoją premierę w Polsce w 2000 roku, ale nadeszły w końcu dni, gdy i na stronie domowej Biblioteki Głównej US zaświeciło żółte słoneczko. Lekkie przesunięcie w czasie nie było spowodowane oczywiście żadną obstrukcją techniczną, a jedynie chęcią poszerzenia oferty komunikacyjnej. Od tej pory użytkowanie GG wśród czytelników cieszy się dużą popularnością. Spowodowane jest to zapewne względami technicznymi (komunikator nigdy nie jest zajęty w przeciwieństwie do telefonu), finansowymi (opłaca się przecież Internet a nie samo użytkowanie GG) i psychologicznymi (łatwiej jest wystukać zapytanie na klawiaturze niż wysłowić je fonicznie) - nie jest to pocieszające zwłaszcza dla wykładowców retoryki, ale to już „insza inszość".
Funkcja komunikatora wydawała nam się oczywista i jasna w gronie pracowników Oddziału Informacji Naukowej dopóki nie padło pytanie banalne w swojej prostocie- „co można załatwić przez GG?". Taaak... Pomińmy już formę semantyczną zapytania, a skupmy się raczej na jej merytorycznej treści. Na pewno nie można zamówić przewozu węgla czy zarezerwować bilet kolejowy.., ale żeby już wynurzyć się z tej toni ironii. Otóż, dobrze wiedzieć potencjalnemu użytkownikowi Oddziału Informacji Naukowej, że za pomocą Gadu-Gadu udzielamy głównie informacji rzeczowych. Dotyczy to przede wszystkim lokalizacji i godzin pracy zarówno poszczególnych oddziałów Biblioteki Głównej, jej 12 agend szczecińskich, jak i bibliotek na terenie całego kraju. Poza tym trudno sprecyzować czy wręcz wymyślić o co jeszcze można zapytać w ramach informacji rzeczowych. Można jedynie posiłkować się najczęściej stawianymi pytaniami, które inteligentnego czytelnika natchną do następnych. I tak, gros osób drąży temat i zasady wypożyczeń międzybibliotecznych, rejestracji do systemu bibliotecznego, aktywacji konta, elektronicznego zamawiania książek, opłat (za zapisanie, za przetrzymanie, za zagubienie itp.), poprawności wypełniania rewersów, zamawiania książek, rezerwacji książek, dojazdu do BG, zapisu do BG, ogólnych zasad wypożyczeń, oznaczeń literowych sygnatur itp., itd...
Bibliotekarz dyżurny na pewno będzie służył pomocą w zlokalizowaniu pożądanych przez łaknącego wiedzy materiałów w bibliotekach krajowych i zagranicznych czyli w udzielaniu informacji bibliotecznych, wskaże właściwą drogę w wyszukiwaniu materiałów do prac magisterskich, naukowo-badawczych i innych, a więc udzieli informacji bibliograficznych. Nic jednak nie zastąpi tzw. żywego kontaktu czytelnika z biblioteką, z katalogami, bazami itp., bo jak wiadomo teoria nigdy nie zastąpi praktyki. Może być tylko lub aż jej idealnym uzupełnieniem. Dlatego miast wirtualnej obecności warto przyjść do nas fizycznie. A nuż okaże się, że znajdziemy tutaj coś więcej?
(Tekst ukazał się w Bibliotekarzu Zachodniopomorskim nr 1 2009, oraz w Przeglądzie Uniwersyteckim nr 1-3 2009)